Przejdź do głównej zawartości

Sprachfertigkeiten mit neuen Technologien - Seminarium Sulejówek luty 2010

Udało mi się zapisać na kolejne interesujące seminarium dla nauczycieli języka niemieckiego. Temat dla tych niewtajemniczonych to "Rozwijanie sprawności językowych za pomocą nowych technologii". Seminarium prowadziła dr Marzena Żylińska.
Trzy dni intensywnej pracy upłynął bardzo szybko. Jak dla mnie za szybko. I czuję niedosyt.
Kto wziął świadomie udział w seminarium i chciał się (do)uczyć, skorzystał na pewno z ogromu materiałów, różnych bardzo ciekawych,a także czasami śmiesznych i niekonwencjonalnych pomysłów innych.
Praca w grupach była inspirująca, czasami zabawna i z pewnością sprzyjała wymianie doświadczeń.
Szkoda tylko, że niektórych nie uda(ło) się przekonać do zmiany stylu nauczania.
Gdyby było więcej takich pozytywnie zakręconych nauczycieli jak Marzena z pewnością byłoby możliwe szybkie pokonanie i zmienienie skostniałego i przestarzałego systemu dydaktyki języków obcych, w szczególności języka niemieckiego.
Nic dziwnego, że uczniowie uciekają gdzie pieprz rośnie, jak tylko słyszą jakieś słowo po niemiecku,a o nauce języka niemieckiego nie ma nawet mowy.
Szkoły podbijają inne języki: włoski, hiszpański, nawet rosyjski zaczął wracać do łask.
Jeśli nauczyciele języka niemieckiego nie odejdą od przestarzałych metod nauczania, nie zrozumieją, że obecne pokolenia uczniów to inna bajka, inny świat, jeśli nie zaczną wykorzystywać zdobyczy technologii, to za parę lat nie będzie kogo uczyć tego języka. W tym miejscu niektórzy mogą się oburzyć. Niestety taka jest prawda. Trzeba zmienić swoje podejście do metodyki, nie bać się zmian, przestać trzymać się kurczowo podręczników,które nie spełniają oczekiwań zarówno uczniów jak i nauczycieli.
Ale od czego mamy Internet!? Można tam znaleźć całą masę świetnych materiałów na każdy tema i do rozwijania i ćwiczenia wszystkich sprawności. Tylko trzeba chcieć. Ja wiem, że to co stare, znane to może i bezpieczne, ale na pewno nudne, nieciekawe, mało interesujące i nieaktualne, szczególnie w dobie szybkiego postępu technicznego.
Szkoda tylko, że takie seminaria nie są obowiązkowe dla wszystkich nauczycieli języka niemieckiego(innych językowców też) zamiast np.bezsensownego dokumentowania przedsięwzięć w trakcie awansu zawodowego. Powinno to być zapisane w KN jako obowiązkowy punkt do uzyskania pozytywnej opinii pracy.
Oświata polska przechodzi co chwila kolejną reformę, a jakoś nie widzę poprawy jakości nauczania, tylko wzrost biurokracji i rozwój papierologii stosowanej wyższej.
Uczeń w tym wszystkim jest skrzętnie i skutecznie omijany. Uczymy dla statystyki, dla wysokich słupków, pod testy, egzaminy,dla porównania i rankingu szkół, ale nie rozwijamy umiejętności myślenia ani przystosowania do życie w społeczeństwie ery wiedzy. Dziwimy się, że uczniowie nie mają szerokich horyzontów, nie potrafią kojarzyć faktów, nie pamiętają tego, co było miesiąc wcześniej. I w dalszym ciągu obowiązuje zasada 3xZ: Zakuć, Zdać, Zapomnieć.
To smutne, ale prawdziwe.
Wszyscy też nauczyciele, albo większość, narzeka na brak dobrych środków dydaktycznych w szkole, brak podstawowego sprzętu takich jak laptopy, projektory multimedialne, nie wspominając o tablicy interaktywnej i szybkim internecie. Ale wiadomo, trzeba na czymś oszczędzać w tych ciężkich czasach, np. na polskiej oświacie. Za parę lat będziemy mieli tego efekty.
No cóż, dość narzekania.
Pozostaje mi tylko wierzyć, że większość nauczycieli biorących udział w seminarium wprowadzi zmiany w swojej pracy i wykorzysta świetne, praktyczne materiały do swoich lekcji. Ja na pewno!

Komentarze

  1. Witam, z ta obowiązkowością seminariów to chyba przesadziłaś:)

    A poważnie, to nie za bardzo się mam do czegoś przyczepić w tekście, więc tylko pozdrowię znajomą z seminarium:)

    Grzesiek

    P.S. Widzę, że też czytasz Chętkowskiego, czasem tam komentowałem, ty też może?

    OdpowiedzUsuń
  2. Oooo, i zdjęcia są:)

    O zgrozo odnajduję na nich nawet na nich swoją osobę.

    Pozdrawiam i po pobieżnym przejrzeniu bloga obiecuję poczytać dokładniej i nawet skomentować.

    A co by nie:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Lekcje otwarte - dobrowolny przymus

Lekcje otwarte są cennym doświadczeniem zarówno dla prowadzącego nauczyciela, jak i dla obserwujących. Pod jednym warunkiem, że ci obserwujący zechcą w skupieniu i z uwagą obejrzeć lekcję, którą prowadzi ich koleżanka lub kolega, do której się sumiennie i długo przygotowywał, która jest stresująca i chce jak najlepiej wypaść. Nie wszyscy obserwujący potrafią to uszanować, a o  docenieniu nie ma nawet mowy. Byłam już na paru takich lekcjach i sama jedną prowadziłam jako jedna z pierwszych w mojej szkole. Wiem, jak się czuje nauczyciel, który taką lekcję prowadzi przed swoimi koleżankami, kolegami i dyrekcją. Niestety muszę stwierdzić, że mam w mojej szkole niewychowanych kolegów, w szczególności koleżanki, które nie potrafią zachować się  kulturalnie na lekcjach otwartych. Przeszkadzają nie tylko prowadzącym, ale także uczniom i obserwatorom głośno rozmawiając, plotkując lub wypełniając zaległości w dokumentacji szkolnej.  Zadaję sobie za każdym razem przy okazji takiej lekcji pytanie,

Neurodydaktyka - Sprawozdanie z konferencji

Neurodydaktyka – nowe podejście do nauczania w świetle badań nad mózgiem Jak dziś uczyć, aby nauczyć? – To pytanie stawia sobie wielu świetnych pedagogów i bezradnie rozkłada ręce lub próbuje się po cichu buntować. Niektórzy szukają sposób rozwoju i doskonalą się, biorąc udział w konferencjach. Nie wszystkie konferencje są wartościowe i godne polecenia. Jednakże ta, która odbyła się 3 i 4 czerwca 2011 r. w IV Liceum Ogólnokształcącym i w Regionalnym Ośrodku Doskonalenia Nauczycieli „WOM" w Bielsku-Białej należała do tych wyjątkowych i szczególnie wartościowych. Konferencję poprowadziła dr Marzena Żylińska, wykładowca metodyki i literatury w Nauczycielskim Kolegium Języków Obcych w Toruniu, która przyjechała na zaproszenie doradcy metodycznego Moniki Wisły i konsultantów Beaty Honkisz i Marii Łątki z RODN WOM w Bielsku-Białej. W części wykładowej dr M. Żylińska zwróciła uwagę na szereg nieprawidłowości w nauczaniu uczniów. Skupiła się przede wszystkim na najnowszych badaniach

Bunt nauczycielki

Faktycznie tak to wygląda. Nauczyciele kupują z własnych pieniędzy wiele artykułów biurowych i robią pomoce dydaktyczne. Na zachodzie są w pokojach nauczycielskich regały, szafki, gdzie nauczyciele mają do dyspozycji prawie wszystko. A jak nie mają to składają zamówienie w sekretariacie i jest to uzupełnianie. Wyobrażacie sobie coś takiego w Polsce? Może zamiast wydawać kolejne grube miliony na kolejną reformę polska szkoła zostałaby dofinansowana i zaopatrzona w podstawowe i niezbędne materiały?! http://www.edulandia.pl/edukacja/1,101865,5716903,Bunt_nauczycielki__chce_uczyc__a_nie_zebrac.html