Przejdź do głównej zawartości

Co za dużo, to niezdrowo

Każde dziecko o tym wie, że nadmiar szkodzi. Obojętnie czego. No i do tego lepsze jest wrogiem dobrego. To też każdy powienien wiedzieć. Jak się okazuje te mądrości ludowe nie dotyczą oświaty, w której  mnoży się i panoszy biurokracja. Nauczyciel  za chwilę nie będzia miał czasu na nauczanie, bo będzie zajmował się wypełnianiem różnych bzdurnych papierów. A to rozkład materiału (to jeszcze mogę zrozumieć), a to karty indywidualne ucznia z deficytami i niedostosowanego społecznie,  przecież pomoc pedagogiczno-psychologiczna obowiązuje, a do tego różnego rodzaju zestawienia statystyk, raportów, sprawozdań z przydziału obowiązków i   z wszelakich innych działań (badanie wyników nauczania, imprezy szkolne, konkursy, wyjścia edukacyjne, wycieczki naukowe, doskonalenie zewnętrzne itp.itd.). No nie wspomnę o nowej podstawie programowej w szkołach ponadgimanzjalnych i  monitorowaniu jej realizacji. Toż to szał papierologii ogarnął całą edukację i każdy nauczyciel uczący w klasach pierwszych z obłędnym błyskiem w oku właśnie tworzy szczegółowy rozkład materiału dla swoich klas. Z jednej strony to może i  dobrze, że trzeba monitorować (cóż za paskudne określenie) realizację materiału, bo wreszcie skończą się durne i nie zawsze pożyteczne imprezy szkolne i pozaszkolne, wyjścia na tańce,śpiewy itp. No  i może będzie szansa na rzetelną naukę.  Ale z drugiej strony zaczyna to przybierać rozmiary niebezpiecznego szaleństwa. Już dotarły do mnie głosy, iż jak nauczyciel się nie daj Boże pochoruje (no przecież nauczyciel to nie człowiek i nie wolno mu chorować. A tak na marginesie może by to jakimś rozporządzeniem uregulować?Zakazać chorowania nauczycielom?) to inny nauczyciel bierze jego rozkład materiału wchodzi na lekcje i realizuje kolejny temat z nowej  podstawy programowej. Genialne! (czytaj z ironią) Pół biedy jak to nauczyciel tego samego przedmiotu, ale jak innego,  to co wtedy? Aż strach się bać.
   Patrząc na to innym okiem - okiem rodzica to też sprawa nie wygląda różowo. Już sobie współczuję idąc na zebrania do moich pociech (dobrze, że  mam tylko dwie, bo inaczej można by zwariować!). Jako rodzic będę musiała wysłuchać i podpisać setki regulaminów, wymagań edukacyjnych, zarządzeń, no i do tego podpisać  zgody na wszelakie zajęcia mojego dziecka, wyjścia itp. Pamiętam jak by to było wczoraj, gdy poszłam na pierwsze zebranie do gimnazjum mojego starszego dziecka. Zebranie trwało tylko 3,5 godziny zegarowej (sic!). I nic dziwnego, że na kolejne zebranie przyszło około 20% rodziców. Tylko. A może aż?
I tak już na koniec mój smutny wniosek: biurokracja i papierologia  zabija polską oświatę, która i tak ledwie dyszy i sapie. I nie wróżę jej w najblizszym czasie nic dobrego.

Popularne posty z tego bloga

Lekcje otwarte - dobrowolny przymus

Lekcje otwarte są cennym doświadczeniem zarówno dla prowadzącego nauczyciela, jak i dla obserwujących. Pod jednym warunkiem, że ci obserwujący zechcą w skupieniu i z uwagą obejrzeć lekcję, którą prowadzi ich koleżanka lub kolega, do której się sumiennie i długo przygotowywał, która jest stresująca i chce jak najlepiej wypaść. Nie wszyscy obserwujący potrafią to uszanować, a o  docenieniu nie ma nawet mowy. Byłam już na paru takich lekcjach i sama jedną prowadziłam jako jedna z pierwszych w mojej szkole. Wiem, jak się czuje nauczyciel, który taką lekcję prowadzi przed swoimi koleżankami, kolegami i dyrekcją. Niestety muszę stwierdzić, że mam w mojej szkole niewychowanych kolegów, w szczególności koleżanki, które nie potrafią zachować się  kulturalnie na lekcjach otwartych. Przeszkadzają nie tylko prowadzącym, ale także uczniom i obserwatorom głośno rozmawiając, plotkując lub wypełniając zaległości w dokumentacji szkolnej.  Zadaję sobie za każdym razem przy okazji takiej lekcji pytanie,

Neurodydaktyka - Sprawozdanie z konferencji

Neurodydaktyka – nowe podejście do nauczania w świetle badań nad mózgiem Jak dziś uczyć, aby nauczyć? – To pytanie stawia sobie wielu świetnych pedagogów i bezradnie rozkłada ręce lub próbuje się po cichu buntować. Niektórzy szukają sposób rozwoju i doskonalą się, biorąc udział w konferencjach. Nie wszystkie konferencje są wartościowe i godne polecenia. Jednakże ta, która odbyła się 3 i 4 czerwca 2011 r. w IV Liceum Ogólnokształcącym i w Regionalnym Ośrodku Doskonalenia Nauczycieli „WOM" w Bielsku-Białej należała do tych wyjątkowych i szczególnie wartościowych. Konferencję poprowadziła dr Marzena Żylińska, wykładowca metodyki i literatury w Nauczycielskim Kolegium Języków Obcych w Toruniu, która przyjechała na zaproszenie doradcy metodycznego Moniki Wisły i konsultantów Beaty Honkisz i Marii Łątki z RODN WOM w Bielsku-Białej. W części wykładowej dr M. Żylińska zwróciła uwagę na szereg nieprawidłowości w nauczaniu uczniów. Skupiła się przede wszystkim na najnowszych badaniach

Bunt nauczycielki

Faktycznie tak to wygląda. Nauczyciele kupują z własnych pieniędzy wiele artykułów biurowych i robią pomoce dydaktyczne. Na zachodzie są w pokojach nauczycielskich regały, szafki, gdzie nauczyciele mają do dyspozycji prawie wszystko. A jak nie mają to składają zamówienie w sekretariacie i jest to uzupełnianie. Wyobrażacie sobie coś takiego w Polsce? Może zamiast wydawać kolejne grube miliony na kolejną reformę polska szkoła zostałaby dofinansowana i zaopatrzona w podstawowe i niezbędne materiały?! http://www.edulandia.pl/edukacja/1,101865,5716903,Bunt_nauczycielki__chce_uczyc__a_nie_zebrac.html